Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.05.2016
piątek

Śmiech i społeczeństwo w stanie rozkładu

13 maja 2016, piątek,

Wielbiciele osobliwego serialu kryminalnego „Mały Quinquin” Bruno Dumonta, oglądając jego najnowsze dzieło „Ma Loute” – surrealistyczno-operetkowy ni to horror, ni to antyromans – doszukają się zapewne wielu podobieństw. Francuski reżyser świetnie się poczuł w roli satyryka i wizjonera operującego czarnym humorem, żonglującego odległymi konwencjami, które układają się w zabawny, choć czasami trochę nudny pastiszowy kalejdoskop. Tym razem jednak ta układanka absurdalnie udziwnionych scen tworząca swego rodzaju mieszankę wybuchową rozsadza nie sam gatunek filmowy jako taki, tylko dobrze zakonserwowany mit o upadku ancien regime’u.

Co prawda rzecz dzieje się nie w czasach rewolucji francuskiej, tylko na początku XX wieku w chłodnych, nadmorskich okolicach Calais, niemniej od początku wiadomo, że to odbicie w krzywym zwierciadle. Zdegenerowaną arystokrację parodiują francuskie gwiazdy: Farbice Luchini, Juliette Binoche, Valeria Bruni Tedeschi, Jean Luc Vincent, a nienawidzący ich lud – charakterystyczni aktorzy-amatorzy.

„Ma Loute”

„Ma Loute”

Jedni i drudzy wyglądają na mocno stukniętych. Nie dość, że są ucharakteryzowani na figury woskowe z gabinetu osobliwości, to jeszcze prześcigają się w robieniu głupich min, tików, a lud, czyli okoliczna biedota dorabiająca sobie po godzinach przenoszeniem paniczów i hrabianek przez mokradła na własnych plecach, okazuje się kanibalami.

„Ma Loute”

„Ma Loute”

Przedstawiając groteskowo-nonsensowne bratanie się klas zapowiadające upadek dawnego świata z opresyjno-zaściankową kulturą katolicką w tle, Dumont stroi się w piórka Gombrowicza. Ale wychodzi z tego zwycięsko. Spójne, oryginalne, napisane i wyreżyserowane przez niego „Ma Loute” ma więcej wspólnego z „Kosmosem” i „Pornografią” niż mało śmieszne ekranizacje Żuławskiego i Kolskiego. Owszem, nie do każdego trafi ten rodzaj teatralizacji świata i komiksowego humoru. Pani siedząca obok na widowni co chwila kręciła głową ze zniecierpliwienia. Mnie widok lewitującej arystokratki nad procesją czy unoszącego się jak balonik nieporadnego komisarza policji zaskoczył i rozśmieszył.

Kontrowersyjne opinie, lecz z miażdżącą przewagą zachwytów, wzbudził z kolei dramat „Sieranevada” Rumuna Cristi Puiu – typowany przez krytyka „Screen International” na głównego kandydata do Złotej Plamy. Trzygodzinny film rozgrywający się niemal cały czas w zamkniętych pomieszczeniach to anatomia współczesnego społeczeństwa. Opis kłótni, lęków, zagubienia, wiar, tajemnic na przykładzie wewnątrzrodzinnych relacji. Zgodnie z prawosławną tradycją po 40 dniach od śmierci głowy rodu krewni zbierają się, by jego dusza mogła powędrować do nieba. W trakcie wspólnej modlitwy i posiłku, który z różnych przyczyn jest wciąż odkładany, kilkanaście osób bez przerwy coś komentuje.

„Sieranevada”

„Sieranevada”

Fabuła, której właściwie nie ma, przypomina chaotyczną sztukę teatralną. Rozmowy prowadzone ściszonym głosem przy zamykanych za każdym razem drzwiach (wchodzenie i wychodzenie z pokoi to leitmotiv filmu pozwalający zrozumieć, co kogo z kim łączy) koncentrują się na sprawach pozornie drugorzędnych. Małżeństwo spiera się o nieodpowiedni strój kupiony dla córki, o to, gdzie mają spędzić wakacje. Ich kuzyn przedstawia niedorzeczne teorie spiskowe na temat paryskiego zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” oraz 11 września. Siostra zmarłego z rozrzewnieniem wspomina reżim Ceausescu. Pojawienie się wuja Tony’ego uruchamia lawinę skarg jego rozhisteryzowanej żony. Trudno rozstrzygnąć, na ile wywlekane na światło dzienne brudy faktycznie miały miejsce.

Puiu, spiritus movens rumuńskiej nowej fali, czyni z tej układanki przejmujący spektakl o tym, że wszystkie tradycyjne role: społeczne, rodzinne, kulturowe – uległy zaburzeniu. Rytuał religijny, choć przestrzegany, wydaje się fikcją. W wiedzy o świecie zaczerpniętej z internetu nie ma żadnej logiki. Spoiwem życia rodzinnego musi być kłamstwo. Pamięcią o historii rządzi sentyment itd.

Znakomity, ale nie dla każdego, film – kolejny raz potwierdzający klasę rumuńskich twórców.

Relacja na żywo z Cannes:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php