Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

Narodziny narodu

Słysząc w listopadzie 2013 r. od demonstrantów, że nie opuszczą placu Niepodległości w Kijowie, dopóki skorumpowany reżim prezydenta Janukowycza nie ustąpi, od początku wiedziałem, w jaką stronę to zmierza. Zrozumiałem, że to rewolucja – mówił na konferencji prasowej Sergiej Łoźnica, autor dwugodzinnego dokumentu poświęconego protestom na Majdanie. Apelował też o uwolnienie reżysera Olega Sencowa, którego 11 maja rosyjskie służby FSB aresztowały na Krymie pod zarzutem wspierania terroryzmu.

„Majdan” dokumentuje przebieg kijowskiego buntu od pierwszych dni aż do obalenia znienawidzonej władzy. W przeddzień wyborów, jakie mają się odbyć w niedzielę na Ukrainie, nikt się chyba nie spodziewał tak niezwykłego, wyciszonego, a zarazem epickiego i symbolicznego filmu. Pada w nim niewiele słów. Czuje się rewolucyjną gorączkę, lecz przeważa autorska koncepcja ukazania przewrotu jako zbiorowego wysiłku, którego efektem są narodziny narodowej świadomości Ukraińców.

Kadr z filmu

„Majdan” jest nietypową kroniką. Brakuje w niej szybkich, nerwowych, kręconych z ręki reporterskich ujęć. Przekaz jest inny niż dyktowany i narzucany przez media, zwłaszcza przez wschodnią propagandę. Nie oglądamy ideologicznych kłótni, narad politycznych przywódców, gorących wywiadów ani nawet zbliżeń podekscytowanych pojedynczych twarzy. Panuje spokój. Wyciszenie. Wygaszenie emocjonalne, jakby sprawa dotyczyła nudnego protestu w fabryce, a nie losów państwa, Europy i świata.

Rosyjskich prowokacji, międzynarodowych doradców, amerykańskich pieniędzy i zaangażowania też nie zobaczymy. To w ogóle nie mieści się w polu obserwacji dokumentalisty, który nie ma ochoty wypowiadać się w kategoriach doraźnej publicystyki. Daje świadectwo czegoś znacznie głębszego.

Długie, statyczne ujęcia tłumów w codziennych sytuacjach są swego rodzaju medytacją o duszy narodu. Antropologiczną refleksją o rewolucji, której Łoźnica jest bezpośrednim uczestnikiem i świadkiem. Widzimy zmęczenie śpiących na korytarzach anonimowych ludzi. Poświęcenie kobiet przygotowujących w kuchni posiłki, które później bez pośpiechu i przepychanek są wydawane uczestnikom protestu. Skupienie osób słuchających wierszy, recytowanych ze sceny przez poetów i dzieci. Powagę popów odprawiających msze na wolnym powietrzu. Oraz dramatyczne sceny ulicznych walk.

Uderzająca monotonia zwłaszcza pierwszych sekwencji filmu wystraszyła wielu dziennikarzy, którzy wychodzili zdezorientowani z projekcji. Łoźnica buduje napięcie inaczej. W napisach na planszach podkreśla upór władzy ignorującej miesiącami wydarzenia na Majdanie. A w obrazie doskonałą samoorganizację ludzi, ich dyscyplinę, solidarność, jawność działań oraz sposoby komunikacji. Nikt nie wydaje rozkazów. Są tylko komunikaty nagłaśniane przez megafon ze zbudowanej prowizorycznie sceny. „Potrzebna pomoc lekarzy”. „Nie idźcie w kierunku parku, bo tam snajper strzela z ostrej amunicji”. „Trzymajcie się razem”. Wieczorami odbywają się patriotyczne wiece. „Pozdrawiamy was, złodziejska hołoto, zobaczcie, ilu nas jest”. „Chwała Ukrainie”. „Dość kłamstw” – skandują tłumy. Niekiedy słychać stanowczy głos Arsenija Jaceniuka, obecnego premiera Ukrainy, zaklinającego rzeczywistość. „Janukowycz nie jest już prezydentem Ukrainy. Parlament nie jest już parlamentem Ukrainy. Janukowycz to sługa Kremla. Parlament wypełnia rozkazy Putina. Zastąpimy ich prawo ukraińskim prawem”.

Reżyser na planie. Fot. Cannes Festival

Inspiracją dla „Majdanu” stał się pierwszy film Sergieja Eisensteina „Strajk” z 1924 roku. Tam też zamiast pozostawionych samym sobie jednostek jest żywa, współpracująca ze sobą grupa protestujących. Łoźnica nie pokazuje jednak przebudzenia klasy robotniczej, tylko tożsamości narodowej. Pamięci historycznej. Godności.

Wielkim bohaterem „Majdanu” jest upokarzany naród, który dojrzał i wystąpił przeciwko dyktaturze kryminalistów, bezprawiu. „Dlaczego tu jesteśmy? Bo widzimy jak nasz kraj jest rozkradany – opowiadają ludzie. Nie chcemy dłużej być niewolnikami”. Bez patosu i wywoływania nacjonalistycznych upiorów Łoźnicy udało się sfilmować rzecz niemożliwą do pokazania w kinie: narodziny myślącej, głęboko przejętej losami państwa wspólnoty, która domaga się zmian, cierpliwie czeka na dialog, a potem broni się przed pacyfikacją. Symbolem tej przemiany jest powracająca dwukrotnie scena śpiewania ukraińskiego hymnu.

Wyświetlany poza konkursem film Łoźnicy był montowany do ostatniej chwili. Zdjęcia się jeszcze nie skończyły. Będą trwały, dopóki sytuacja na Ukrainie się nie ustabilizuje. Gdyby można mu przyznać nagrodę, powinna to być Złota Palma.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php