Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie

6.02.2015
piątek

Siedem filarów miłości

6 lutego 2015, piątek,

Nakręciłem najbardziej erotyczną scenę w swojej karierze – przyznał ze śmiechem Werner Herzog po premierze „Queen of the Desert”, gdy pytano go o to, co w tym kostiumowym filmie, rozgrywającym się na przełomie XIX i XX wieku, było wyzwaniem.

I rzeczywiście, chwila oświadczyn przystojnego Jamesa Franco, który gra wyjątkowo sympatycznego hazardzistę zabójczo zakochanego w brytyjskiej arystokratce Gertrudzie Bell (Nicole Kidman), przekonuje naturalnością i zmysłowym, ironicznym wdziękiem.QueenNiestety cała reszta sprawia wrażenie ramotowatego melodramatu, zrealizowanego nie przez genialnego wizjonera i despotę, który niegdyś kazał peruwiańskim Indianom przepychać statek przez góry, za niesubordynację zaś o mały włos nie zastrzelił swojego ukochanego aktora Klausa Kinsky’ego.

Herzog (73 lata) wyraźnie spokorniał. Dał się wynająć i sprowadzić do roli hollywoodzkiego piarowca, mającego zadbać o poprawienie samopoczucia lekko starzejącej się gwiazdy, której marzeniem jest granie wiecznie młodych, niepokornych nastolatek.

Kidman (48 lat) z idealnie naciągniętą twarzą wygląda w „Queen of the Desert” ponętniej nawet niż księżna Grace Kelly, w którą wcieliła się rok temu w źle przyjętym biograficznym romansie Oliviera Dahana. Jak ona to zrobiła, nie wiadomo. – Żałuję, że wcześniej nie obsadzałem w głównych rolach kobiet – kajał się rozmarzony Herzog przed zaskoczonymi dziennikarzami, domagającymi się wyjaśnienia, jak należy rozumieć tę jego nagłą metamorfozę. Obiecał tylko, że na tym nie poprzestanie.

Tytułową „Queen of the Desert” graną przez Kidman jest romantycznie usposobiona poszukiwaczka przygód, która dusi się w eleganckiej posiadłości swoich rodziców, pragnących za wszelką cenę wydać ją za mąż za jakiegoś bajecznie bogatego, nudnego Anglika. Przeżywszy nieszczęśliwą miłość, rzuca się w wir wschodnich podróży, odkrywając „wolność, godność i poezję życia” koczujących na pustyni Beduinów.

Marokańskie plenery udają Kair oraz okolice Syrii i Arabii. Kamera prowadzona w sposób mało oryginalny wychwytuje pocztówkową egzotykę niczym w sandałowym kinie sprzed pół wieku. Nawet feministki nie znajdą chyba tu dobrego argumentu na rzecz walki o wolność, godność i poezję życia pierwszych sufrażystek.

Największym atutem filmu Herzoga jest wyciągnięcie z niepamięci i odkurzenie zasług wspomnianej Gertrudy Bell, mało znanej postaci historycznej, która podobnie jak kapitan T.E. Lawrence, autor „Siedmiu filarów mądrości”, odegrała bardzo ważną rolę w wyznaczaniu granic państw Bliskiego Wschodu powstałych na gruzach imperium osmańskiego.

W filmie wspomina się o pakcie Sykesa-Picota, czyli tajnym porozumieniu pomiędzy rządami Wielkiej Brytanii i Francji z 16 maja 1916 roku na temat podziału Bliskiego Wschodu na strefy wpływów z udziałem Churchilla. Ale to zaledwie pretekst do przypomnienia miłosnych peregrynacji Bell, których ostatnim przystankiem okazała się polityka.

Na niekorzyść filmu i głównej bohaterki przemawia dodatkowo współczesny kontekst wojen etnicznych w tym regionie – m.in. właśnie z powodu sztucznie ustanowionych po zakończeniu I wojny światowej granic.Queen

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. „sprowadzić do roli hollywoodzkiego piarowca…”

    Polecam „Złego porucznika”, a potem gadanie o Herzogu.

  2. Jeśli miałabym wnioskować z Pańskiego opisu, film majstersztykiem nie jest. Ale zarzut wystosowany wobec Nicole Kidman, iż pojawia się „z idealnie naciągniętą twarzą”, niewiele mówi o jej aktorstwie (aktorką zaś jest świetną, na ile mogę sądzić z jej wcześniejszych ról). Podobnie nie na miejscu jest, według mnie, komentarz o „poprawianiu „samopoczucia” „starzejącej się” aktorki. Natomiast ostatnie akapity, dotyczące wytyczania granic w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, są w kontekście filmu (z założenia przygodowo-romansowego!) niedorzeczne. Zabrzmiało to tak, jakby Gertrude Bell, w końcu, jak Pan pisze, „mało znana postać” (wielu jednak znana!) była współwinna konfliktów etnicznych w tym regionie… Początek XX wieku to był czas upadku starych imperiów, powstawania nowych i wyznaczania nowych granic, tak w Afryce, jak między Polską a Ukrainą.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php