Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie

7.02.2015
sobota

Męczennicy

7 lutego 2015, sobota,

Konia z rzędem temu, kto uzasadni celowość umieszczenia w konkursie głównym nowej adaptacji powieści Octave’a Mirbeau „Dziennik panny służącej” (pierwsze wydanie 1900 r.).

Francuski pisarz i XIX-wieczny publicysta utożsamiany niegdyś z anarchistami, wytykający swoim rodakom klasowe uprzedzenia, rasizm i wiele innych wad, był swego czasu uznawany za sumienie kraju staczającego się w otchłań antysemityzmu. Jego zasługi w obronie Alfreda Dreyfusa, kapitana pochodzenia żydowskiego, niesłusznie oskarżanego o zdradę wojskowych tajemnic na rzecz Niemiec – są niepodważalne. Pokłosie skandalu zainspirowało go m.in. do napisania wspomnianej powieści. Dla współczesnego widza nie są to jednak tropy czytelne.

W pewnym sensie decyzję o zaprezentowaniu „Dziennika panny służącej” w reżyserii Benoita Jacquota uzasadnia poprzednia ekranizacja dokonana przez mistrza surrealizmu Louisa Bunuela. Pół wieku temu dzieło Hiszpana dziwiło i zaskakiwało. Jeanne Moreau w roli przebiegłej, zdeprawowanej służącej Celestine, która dąży do tego, by zająć miejsce swojej pani, burzyła spokój obłudnej, mieszczańskiej stabilizacji.

Dziennik

„Dziennik panny służącej”, reż. Benoit Jacquot

Nowa wersja ma inne zakończenie. Celestine grana przez Leę Seydoux przedstawiana jest jako ofiara patriarchalnego, przestępczego układu napędzanego przez pieniądz i seks. Nic odkrywczego. Godne uwagi jest to, że bohaterka bardzo szybko przejmuje inicjatywę i godzi się na bycie wspólniczką w złej sprawie. Tylko ile razy można coś podobnego oglądać?

O wiele bardziej podobała mi się dyskretna opowieść o pozornie udanym małżeństwie, obchodzącym jubileusz 45-lecia wspólnego życia nakręcona przez brytyjskiego debiutanta Andrew Haigha. Historia jest podzielona – jak u Mike’a Leigh w „Kolejnym roku” – na rozdziały drobiazgowo odnotowujące prozę codzienności. Wychodzenie z psem, wspólne posiłki, drobne sprzeczki o wiecznie przeciekający kran. W tle przygotowań do uroczystości rozgrywa się nieuchwytny dramat erozji ich związku.

Sielankę zakłóca pojawienie się listu wywołującego lawinę zazdrości i podejrzeń. Wiadomość dotyczy pierwszej narzeczonej męża, która zginęła tragicznie podczas górskiej wyprawy w Szwajcarii. Po 50 latach odnaleziono jej ciało.

Haigh jest niezwykle bystrym obserwatorem i wnikliwym psychologiem. Z prostych sytuacji potrafi ułożyć obraz głęboko obnażający nieszczerość związku, opartego na serii kompromisów i zastępowaniu prawdziwych uczuć ersatzem. Parę emerytów uświadamiających sobie stracone lata i piekło życia w kłamstwie fantastycznie grają Charlotte Rampling oraz dawno niewidziany Tom Courtenay.

film

„45 lat”, reż. Andrew Haigh

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php