Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie

8.02.2015
niedziela

Hymn o perle

8 lutego 2015, niedziela,

Kicz czy arcydzieło? Po obejrzeniu najbardziej oczekiwanego tytułu Berlinale wątpliwości nie zostały rozwiane. „Knight of Cups” oznacza kartę tarota.

W googlach można znaleźć objaśnienie, że Rycerz Pucharów to synonim idealizmu. Osoba kierująca się bardziej sercem niż rozumem, dodatkowo obdarzona bujną wyobraźnią. Jej atrybutem jest biały koń (pojawia się w filmie), symbolizujący władzę, energię oraz czystość, uduchowienie i dążenie do światła. Są to oczywiście również cechy głównego bohatera filmu Terrence’a Malicka, którym jest hollywoodzki gwiazdor Christian Bale (ostatnio Mojżesz, wcześniej Batman), grający scenarzystę albo reżysera – nie jest to do końca jasne.

„Knight of Cups”, reż. Terrence Malicka

„Knight of Cups”, reż. Terrence Malicka

Prawdę mówiąc, Bale niczego nie gra, tylko użycza swojej obecności, błąkając się między kiczowatą architekturą Las Vegas, ulicami Los Angeles a rozsłonecznionymi plażami Santa Barbara, wystylizowanymi na Fashion TV. Jego nic niewyrażająca twarz fotografowana jest na improwizowanych bankietach z Antonio Banderasem, w trakcie sesji modowej, gdzie poznaje cud modelkę o orientalnych rysach (Freida Pinto), na tle gór skalistych, w Dolinie Śmierci, ale najczęściej w sterylnych pokojach hotelowych, gdzie przeżywa upojne chwile z wieloma kobietami swego życia (m.in. z Cate Blanchett i Natalie Portman). Niestety z żadną nie wytrzymuje dłużej niż 10 minut, co robi się po pół godzinie nudne.

Ziejącą pustkę (symbolizującą oczywiście chaos egzystencji człowieka) reżyser wypełnia, zgodnie z przyjętym przez siebie zwyczajem, głębinowymi bon motami, wypowiadanymi z offu przez różne osoby (tradycyjnych dialogów w filmie prawie nie ma). Głos ojca radzi, by pięknoduch poszukujący w świecie przyjemności wyszedł z ciemności i podążał ku światłu. Ksiądz (Armin Mueller Stahl) udziela mu wskazówek na temat boga, który celowo zsyła cierpienie na ludzi, by ich wypróbować. Kobiety wabią go obietnicami szczęścia. Aktor-buddysta poucza, dlaczego warto żyć. On sam nie rozumie za bardzo, co się z nim dzieje, o co mu właściwie chodzi, często też daje temu wyraz, dzieląc się gorzkimi przemyśleniami. Na przykład „mogłem wszystko”, „nie wiem, dokąd zmierzam”.

A dlaczego arcydzieło? Generalnie film trzyma się gnostyckiej metafory wędrówki ducha zaczerpniętej z księgi apokryficznych Dziejów Tomasza. Jej najbardziej znany fragment, zatytułowany „Hymn o perle”, jest na ekranie wielokrotnie cytowany. Mówi się w niej o misji zdobycia perły przez syna króla Wschodu, który zapomina, po co został wysłany, zasypia w trakcie wyprawy. A kiedy się budzi, wypowiadając imię ojca, podejmuje decyzję o powrocie do domu.

I tak też mniej więcej jest skonstruowana poetycka fabuła „Knight of Cups”, nawiązująca jednoznacznie do słynnego poematu. Pielgrzym w wykonaniu Christiana Bale’a szuka zjednoczenia z transcendentnym bogiem-naturą-życiem. Film jest utrzymany w poetyce baśniowego snu. Wszystko wydaje się czasem dokonanym. Ludzie przypominają cienie w nierzeczywistej krainie XXI wieku. Części filmu nazwane zostały zgodnie z tradycją Tarota (Księżyc, Śmierć, Wisielec itd.). Kto chce szukać filozoficzno-religijnych tropów, znajdzie ich więc u autora „Drzewa życia” aż nadto.

Impresyjny, zapraszający do medytacji film Malicka będzie miał ciężką przeprawę z widzami, którzy nie są przyzwyczajeni do tak dziwnego języka. Zwłaszcza Amerykanie pogubią się w nim zupełnie, nie rozumiejąc większości znaczeń. Ale one w tym filmie są i po wyjściu z kina nie dają spokoju.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Christian Bale – nie Noe, tylko Mojżesz 🙂 Noego grał Russel Crowe.

  2. no, jeśli to film w stylu „Drzewa życia”
    to już pędzę do kina

  3. wielkie hmmm

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php