Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie

16.05.2015
sobota

Świat bez uczuć

16 maja 2015, sobota,

Mocny początek festiwalu. Największą niespodziankę sprawił jak dotąd László Nemes, debiutant z Węgier, który w szokującym dramacie „Syn Szawła” ukazał piekło Auschwitz-Birkenau w 1944 r. od strony Sonderkommado – grupy kilkudziesięciu więźniów, głównie Żydów, kierowanych do obsługi transportów i pracy w krematoriach.

Film jest niezwykle intensywny. Mimo że zamiast rozszerzać perspektywę obozowego horroru Nemes redukuje ją do horyzontu jednego tylko człowieka: węgierskiego Żyda, który rozpoznaje zwłoki zamordowanego nastoletniego syna i podejmuje starania, by nie zostały one spalone z innymi. Z narażeniem życia chce zorganizować prowizoryczny pochówek oraz namówić rabina, by odmówił kadisz.

„Syn Szawła”

„Syn Szawła”

Kamera prowadzona blisko twarzy więźnia bardziej sugeruje, niż w pełni oddaje niewyobrażalną skalę ludobójstwa. Rozładowywanie transportów, przeszukiwanie ubrań, kierowanie pod „prysznic”, wynoszenie trupów, czyszczenie komór gazowych z krwi i ekskrementów, rozstrzeliwania – to wszystko zostaje sfilmowane w nieostrościach, na drugim albo trzecim planie, zawsze przysłonięte odrętwiałą, ściśniętą bólem twarzą bohatera.

Grający go węgierski poeta Geza Rohrig uwiarygadnia artystyczny koncept reżysera. Świetnie wypada w trudnej roli pozornie zobojętniałej, bezsilnej jednostki starającej się ocalić godność martwego syna w szaleństwie zagłady, dla którego bunt w Krematorium IV niewiele w tym momencie znaczy.

Nemes był asystentem Beli Tarra przy „Człowieku z Londynu” i przejął od niego odwagę opowiadania w radykalny sposób. Równie wiele zawdzięcza „Shoah” Lanzmanna, co znajduje stosowny wyraz na ekranie. Skrajnie zsubiektywizowana, paradokumentalna narracja z niewielką liczbą dialogów, w której kluczową rolę odgrywa wizualna metafora i symboliczny dźwięk nie zawsze się jednak sprawdza. Czasami wprowadza niepotrzebny, emocjonalny chaos, tworzy zbyt duży dystans. Ale i tak „Syn Szawła” ma zapewnione miejsce w historii kina. Amerykanie już wieszczą pewną nominację do Oscara i zapowiadają grad nagród w Cannes.

Drugie zaskoczenie to reklamowany jako sensacja festiwalu „Homar” Giorgosa Lanthimosa – surrealistyczna satyra na odwieczne próby ucywilizowania naszej seksualności.

Obłędna wizja totalitarnego społeczeństwa kontrolującego emocje mogłaby wyjść spod pióra J.G. Ballarda albo Jose Saramago. Ale autor „Kła” i „Alp” – niesamowicie oryginalnych filmowych fantazji o alienacji – skorzystał z pomysłów podsuwanych mu przez własną wyobraźnię. Rzecz przypomina antyutopię science-fiction przedstawiającą świat niedalekiej przyszłości poddany osobliwej inżynierii społecznej. Akceptowane i tolerowane są tylko pary homo- lub heteroseksualne. Inne związki czy relacje (np. biseksualne) są zakazane.

„Homar”

„Homar”

Parom przysługuje prawo przebywania w miastach. Cała reszta – łącznie z rozwodnikami, singlami, wdowcami – zostaje poddana przymusowej kwarantannie: praniu libido w odseparowanym od świata hotelu. Mają 45 dni na znalezienie partnera, w przeciwnym razie grozi im kara, czyli zamiana w dowolnie wybrane przez siebie zwierzę. Rebelianci, na których urządza się polowania, kryją się w lasach, gdzie swobodnie mogą oddawać się samotnej masturbacji, lecz nie wolno im pod żadnym pozorem okazywać jakichkolwiek głębszych uczuć.

Collin Farrel gra porzuconego przez żonę nieszczęśnika. W razie niepowodzenia hotelowej misji – w odróżnieniu od swojego brata zamienionego w psa – chce zostać homarem, bo czuje się arystokratą, lubi morze i pragnie długo żyć (homary dożywają stu lat, tak jak ludzie). Rachel Weisz, pełniąca przez pierwszą połowę filmu funkcję niewidocznej narratorki, jest rebeliantką. Połączy ich zakazana miłość.

Twórcy filmu „Homar”

Twórcy filmu „Homar”

Film Greka śmieszy, porusza, przeraża i wywołuje podziw inteligentną metaforą doskonale nam znanej zachodniej cywilizacji, która pod pozorem wolności i tolerancji dla różnych form ludzkiego życia narzuca bezduszne reguły gry, które – jeśli przyjrzeć im się z bliska – są absurdalne, nie do przyjęcia i zamieniają rzeczywistość w kafkowską kolonię karną.

Holocaust. Z drugiej strony futurystyczna wizja uszczęśliwiania ludzkości na siłę prowadząca do apokalipsy. Historyczna i wymyślona katastrofa. Zestawione razem uświadamiają lęk oraz frustrację Europejczyków, którzy ciężko przeżywają kryzys wartości napędzany biurokratyczną machiną. Choć całkiem do siebie niepodobne – mówią o tym samym. O próbie odzyskania człowieczeństwa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Jak festiwal to musi koniecznie być martyrologia żydów bo innej nie było.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php