Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie Cannes na żywo - Janusz Wróblewski bloguje z festiwalu filmowego w Berlinie

Artysta na rozdrożu

Sześć lat po śmierci Yves Saint Laurenta w canneńskim konkursie pokazano skandalizującą biografię światowej sławy kreatora mody, w którego strojach chodziły m.in. księżniczka Karolina, Catherine Deneuve i Lauren Bacall.

Chciał zostać Matissem krawiectwa. Rozmowa stanowiła dla niego torturę. Nie interesował się ludźmi. „Kocham ciała. Dusze przebywają gdzie indziej” – powtarzał swoim kochankom. Nocne kluby, narkotyki, seksualne orgie w barokowej oprawie. Na tym koncentruje uwagę reżyser Bertrand Bonello („Pornograf”). Opis dekadencji w czasach hippisów, gdy świat szybko się zmieniał, a wraz z nim sytuacja kobiet i obyczaje, nie jest jednak odważny.

Bonello trzyma się wiernie faktów, lecz niczego nowego nie odkrywa. Celowo pomija terminowanie nastoletniego Saint Laurenta u Christiana Diora. Sześciotygodniowej służbie w czasie wojny w Algierii i leczeniu wstrząsami elektrycznymi w szpitalu psychiatrycznym w Val de Grace poświęca jedno zdanie. W centrum stawia barwny romans YSL z Jacques’em de Bascherem, ówczesnym kochankiem Karla Lagerfelda. Ich namiętny, burzliwy związek trwał niecałe trzy lata. Niewiele w porównaniu z pięćdziesięcioletnim stażem z francuskim biznesmenem Pierre’em Bergerem, życiowym partnerem bohatera.

Yves i Pierre byli najbardziej znaną parą gejów w Paryżu, ale to nie o nich jest film. W miarę upływu lat ich relacja zmieniła charakter z miłosnej na handlową. Szczupły, eteryczny, wycofany wewnętrznie projektant pod wpływem znajomości z Bascherem zaczyna nadużywać alkoholu, eksperymentuje z LSD, marihuaną, kokainą.

Gaspard Ulliel w roli Yvesa Saint Laurenta. Fot. Cannes Festival

Otoczony wąskim gronem przyjaciół traci kontakt z rzeczywistością, zamyka się w sobie, kupuje starą willę w Marrakeszu, gdzie samotnie spędza kilka miesięcy w roku, czytając Prousta i słuchając muzyki klasycznej. O tym chce opowiadać reżyser. O upadku boga mody.

Stworzony do robienia interesów Pierre tuszuje skandale. Bez wytchnienia rozwija firmę, publicznie zakazuje wstępu na pokazy dziennikarzom, którzy krytykują kolekcje, podpisuje wart miliony dolarów kontrakt z Amerykanami. Jak w dramatach Martina Scorsese – droga prowadzi ze szczytu na dno. Saint Laurent staje się dziwakiem, odludkiem, nie potrafi sobie poradzić ze sławą oraz z psychicznym monstrum, które sam wykreował. Zmienia się fizycznie. Z dnia na dzień przeobraża w starca, którego pod koniec filmu nie gra już Gaspard Ulliel, tylko Helmut Berger, ulubiony aktor Luchino Viscontiego.

Francuski reżyser podkreśla wyobcowanie delikatnego, małomównego bohatera-homoseksualisty, m.in. łącząc na podzielonym na pół ekranie obrazy wojny w Wietnamie, paryskiej rewolty, strajków oraz gwiazdorskich pokazów mody. Łamie chronologię, miesza sceny halucynacji, eksponuje wątek ukochanego psa Moujika, nasilającej się depresji wywołanej guzem mózgu, twórczego wypalenia zakończonego decyzją o wycofaniu w 2002 r. ze świata haute couture. Finał niczym w „Andrieju Rublowie” oddaje sprawiedliwość geniuszowi, który stworzył nieśmiertelną klasykę popkultury.

Zaskakująco konserwatywny „Saint Laurent” zebrał mieszane recenzje. W przeciwieństwie do majestatycznego tureckiego „Snu zimowego” Nuri Bilge Ceylana, przed którym krytyka padła na kolana. To kolejny na tym festiwalu mistrzowski portret artysty, tym razem starzejącego się pisarza, felietonisty, dawniej utalentowanego aktora. Trzyipółgodzinny dramat, gdyby nie bajkowe pejzaże kapadockiej wsi (domy wydrążone w białych skałach przypominają surrealistyczne grzyby), zamieniłby się w staromodny teatr. Niemal w całości wypełniają go filozoficzne dysputy o ideach, jakby żywcem wyjęte z kart XIX-wiecznych powieści Dostojewskiego, zwłaszcza z „Idioty”.

Kadr z filmu „Zimowy sen”

Z jednej strony kryzys małżeństwa, odwieczne pytania o wartości: wierność, miłość, dobre intencje, wiarę. Z drugiej kryzys tożsamości. Nie tyle duchowe załamanie, ile próba dokonania wewnętrznej przemiany, oczyszczenia. Z trzeciej strony – konflikt klasowy: biedni przeciwko bogatym i na odwrót.

Do jakiego stopnia i czy w ogóle opierać się złu, niesprawiedliwości? To pytanie – szczególnie aktualne tam, gdzie wielkie nierówności społeczne prowadzą nieuchronnie do radykalizacji nastrojów – gnębi wszystkich bohaterów. Odpowiedzi padają różne w zależności od stanu posiadania. Inne strategie obierają dwaj bracia i zbuntowany syn, których nie stać na czynsz wynajmowanego mieszkania, upokarzani i zastraszani przez komornika, który odbiera im telewizor. Inne – rodzina sławnego, bogatego pisarza, właściciela eleganckiego hoteliku odwiedzanego przez azjatyckich turystów. Gdzie przy wieczornej herbacie dyskutuje się o tym, w jaki sposób ulżyć niedoli najbardziej potrzebującym.

Ceylan niespecjalnie przejmuje się zasadami konwencjonalnej dramaturgii. Prowadzi narrację wolno, monologi młodej żony oraz rozwiedzionej siostry patrzącego na wszystko z góry artysty trwają nieznośnie długo. Tym, co ostatecznie trzyma w napięciu uwagę widzów, jest niejednoznaczny wizerunek psychicznej szamotaniny aroganckiego, cynicznego, podejrzliwego, bardzo zazdrosnego pisarza, który stopniowo uświadamia sobie niekonsekwencję wyznawanych poglądów, nieumiejętność kochania, wrodzoną hipokryzję.

Haluk Bilginer i Melisa Sozen – filmowe małżeństwo w kryzysie. Fot. Cannes Festival

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

 
css.php